|
Medium Stress Kontrola W. Kwadratura Koła Barwy Ochronne The Blockade Sarajewo U-Boot Fetysz Janek Blues Band Nerw "Y" Ciągła Zmiana Zespół Korsakowa Harry Krishna Genitalius Club Trans The Arse Helmut Goes To Milwaukee For You Mięso Trust Not Me! Kapelioza The Corpse Odnowa |
Całość zebrali: Darek Anaszko, Mariusz Pieszyński
"Kontrolowane brzmienie"
- Grupa powstała w sierpniu 1981 r. w Zduńskiej Woli. (...) Muzyka, jaką wtedy graliśmy, była - co jest ciekawe - o wiele bardziej nowoczesna niż ta, tworzona przez nas później. Stało się tak dlatego, że biorąc udział w Warsztatach Muzycznych w Stańczykach mieliśmy siedmiu akustyków do naszej dyspozycji. Mogliśmy wtedy (było to pierwszy i ostatni raz) ustawić takie brzmienie, jakie chcieliśmy. (...) - Ponieważ żadnych Waszych nagrań - z jednym wyjątkiem - nie ma w radiu, nie nagraliście też żadnej płyty, musisz opowiedzieć, jaka to była muzyka. - Przede wszystkim chciałem robić muzykę brzydką i muzykę dla siebie. Był to okres, kiedy w Polskim Radio nic oprócz hard rocka nie puszczano, a ta muzyka wychodziła już mi czubkiem głowy. Postanowiłem założyć taki zespół, żeby nikt nie mógł sklasyfikować muzyki jaką gramy, tzn. aby to nie był jazz, ani rock. Nie udało się nam to jednak, gdyż w końcu podciągnięto nas pod nową falę. Ja sam nie potrafię określić muzyki, jaką wtedy graliśmy. Tym bardziej, w tej chwili, kiedy zespołu już praktycznie nie ma, a ja mam zupełnie nowe pomysły muzyczne. - Dlaczego zespół przestał istnieć? - Z prostego powodu. Skończyliśmy szkołę średnią, ja poszedłem na fizykę do Torunia, natomiast Wojtek studiuje medycynę w Warszawie. - Czyli studia kosztem muzyki. Z tym samym problemem borykają się inne młode grupy rockowe. Ludzie, którzy chodzili razem do jednego liceum i założyli tam zespół, w pewnym momencie rozchodzą się, gdyż zaczynają studiować, każdy w innym mieście. Tak stało się nie tylko z Wami, ale i z bardzo dobrym a nadal, niestety, niedocenianym częstochowskim zespołem T.Love. Jednakże T.Love spotykają się i nadal dają koncerty... - To zależy od tego, jak czasochłonne są studia. Medycyna i fizyka są tak ciężkie, że aby się utrzymać, trzeba bardzo mocno pracować. Tyle, że ja już nie chcę się utrzymać. Szkoda, bo łudziłem się, że uda mi się chwycić byka za rogi, czyli połączyć studiowanie fizyki z grą w zespole. - A okazało się, że to byk Ciebie chwycił. Powiedz mi teraz, gdzie usłyszał Was Chris Bohn?
- A czego oczekiwaliście? - Realnie patrząc na sprawę - niczego. Układ jest taki: nikt nam nie zapłaci za studio i nikt nas do studia nie wpuści za darmo. Kiedy byliśmy tam raz i nagrywał nas akustyk, to okazało się, że zespół i tak nie ma nic do powiedzenia na temat swojego brzmienia. Przekonaliśmy się także o tym w Jarocinie, gdzie powiedziano nam, że mamy źle nagłośnioną perkusję. A my akurat właśnie takie brzmienie perkusji chcieliśmy mieć. - Zatem wszyscy inni wiedzą lepiej? - Ci ludzie uważają, że jak dwadzieścia lat pracują w tym zawodzie i jak nagłaśniali Reginę Pisarek, to potrafią także nagłaśniać nowoczesne zespoły rockowe. Niestety dla większości akustyków muzyka rockowa skończyła się na zespołach hard rockowych. To widać na koncertach oraz w studio przy nagrywaniu płyt. Polskie płyty są wszystkie tak samo nagrane. Nie ma u nas nowego rocka, bo nie ma nowego brzmienia. Z Joy Division gwiazdę nowej muzyki uczynił realizator dźwięku, gdyby nie on - grupa ta nadal grałaby w klubach (...) - Jak to się stało, że taka grupa jak Kontrola W. powstała w niewielkiej Zduńskiej Woli? Jakich mieliście tam odbiorców? - Żadnych, bo jak graliśmy, to przeważnie ludzie nie wiedzieli, co na to powiedzieć i ani nie było gwizdów ani oklasków. Trochę nam zazdroszczono, że nie przebierając bardzo szybko palcami po gryfie gitary, zdobyliśmy jakieś uznanie. I odbiliśmy się od dna. (...) - Czego słuchasz w tej chwili? - Dzisiejszy rock - moim zdaniem - jest w stanie zastoju. Podobnie było w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych, kiedy wszystkie zespoły grały bardzo podobnie, że przypomnę tylko Emerson Lake And Palmer czy Yes. Dzisiejsze grupy też podobnie grają. W tej chwili z największą przyjemnością słucham muzyki afrykańskiej tzw. "afro hit". Jest w niej dużo rytmu i pulsacji. Ta muzyka bardzo mnie inspiruje i właśnie coś takiego chciałbym grać. Jestem przede wszystkim muzykiem, a nie nowofalowcem, czy kimś w tym stylu. (...)
- Ja pracuję od lat ośmiu. Pracuję – bo muzykę robi się przede
wszystkim w głowie. Muzyk dwanaście godzin na dobę główkuje, ręce wykonują
tylko mechaniczne ruchy.
- Czy muzyka rockowa wymaga pracy umysłowej? -
Popularny krytyk
muzyczny stwierdził, że inteligencja jest muzykowi rockowemu zbędna.
Tymczasem praca głową trwa latami i musi trwać jeśli chce się do czegoś
dojść. Nie rozumiem jak można ciągle grać to samo albo słuchać przez parę
lat podobnej muzyki. Grupa daje to samo na płycie, w radiu i na koncercie...
Wszystko jak pięć lat temu. To po co chodzić na jej koncerty? - Jaką muzykę lubisz -
Jakiś czas temu słuchałem The Cure i Joy Division. Teraz nie mogę. -
O czym to świadczy? -
W głowie mi się zmieniło. -
Rok temu zdawało
mi się, że Joy Division to szalona awangarda. -
A rok temu to już
była kompletna dupa. Dziś
słucham Dead Can Dance, Davida Byrnie. -
Jaką muzykę
gracie? -
Muzykę? Czy
Mozart określał jaką gra muzykę? Od nazywania są krytycy. - Jednak sporo grup umiejscawia się w jakiejś szufladce – heavy, punk rock, cold-wave... Co to znaczy cold-wave. -
Muzyka zimna w odróżnienia
od gorącej. -
Kiedy muzyka jest
zimna? -
Jeżeli wykonawca
nie pozwala sobie na okrzyk, ekspresję na scenie, jeśli nie popełnia się żadnych
szaleństw gitarowo-perkusyjnych... -
Popatrz. Jednak można
opowiedzieć muzykę. -
My nie jesteśmy cold.
Ale nie potrafię zakwalifikować tego co gramy. To jest new-wave, ale to bardzo
szerokie pojęcie. -
Wszyscy jesteście
samoukami? -
Wszyscy poza mną. Odbyłem
pięć lekcji w Ognisku Pracy Pozaszkolnej. -
Tylko pięć? -
Bo potem już grałem
z zespołem. Były różne przedziwne formacje. -
Zduńska Wola to
dobre miejsce do grania? -
Warszawa jest
rozbiegana, rozprasza. Rozumiem teraz pisarzy, którzy wyjeżdżają, żeby
popracować. Poza tym tu jest wielki rynek muzyczny. Jest mnóstwo ludzi, którzy
grają. Nie pasuje? To bierzemy następnego... Dużo czasu kosztuje nauczenie
muzyka stylu, w jakim gra grupa. On często później zawsze już tak gra. Kiedy
go biorą następni, tę inność się czuje. To kładzie zespół. Żeby do
czegoś dojść, zespół musi pracować razem. -
W Zduńskiej Woli
nie ma muzyków? -
Są, ale od lat słuchają
tego samego i grają to samo. My jesteśmy tam na siebie skazani i nikt nie może
zrezygnować. Bo wszystko się rozleci. -
Opowiedz mi o
swoich muzykach. -
Nie potrafię. -
Jaka jest twoja
siostra? -
Prywatnie, czy
zawodowo? Kasia śpiewa z nami, bo nikogo innego bym na to nie namówił. Robi
to - hm... Rozwija się -
Dlaczego zespoły "nieuznane" grają? Niektórzy robią to dla szmalu. A ci z garażu? -
To pozwala zabić
egzystencjalną nudę, która jest w człowieku. -
Ale czy zabicie
egzystencjalnej nudy wystarczy, żeby utrzymać człowieka przy życiu?
-
Mam uwierzyć, że
są jeszcze ludzie żyjący dla Czystej Sztuki? -
Na to by wychodziło. -
Myślałam jednak
o czymś innym: nie wystarczy się nie nudzić, trzeba mieć poczucie sensu.
Jakiś plan, koncepcję. -
Ja mam bardzo określone
plany i cele. Ale kto wie, może za pięć lat będę wzorowym mistrzem na
tokarce? -
Nie wierzę. -
Tylko wtedy, gdy
okaże się, że zupełnie nie mam talentu. To nie takie dziwne, ukończyłem
Technikum Mechaniczne. -
Masz fach. Ale
znam twoje teksty. Nie będziesz pracował przy tokarce... Jesteś bardziej
muzykiem, czy poetą? -
Za muzyka będę
się uważał, gdy wydam czwartą płytę długogrającą. Za poetę będę się
wtedy uważał – także. -
Jedna nie
wystarczy? -
Jedna może być
pomyłką. Druga jest niebezpieczna... Kolejne stanowią potwierdzenie wyboru.
Myślę, że będę grał. Chcę być profesjonalistą. -
Macie śmieszną
nazwę. W pracy mi mówią "dzwoniły Świnki-Pinki"... -
Nie czuję się
urażony. To już raczej wokalistka. -
Jest dobra. Zapamiętuje
się natychmiast. -
A widzisz. -
Kontrola W. to też
była dobra nazwa. -
"Kontrola"
powstała w grudniu pięć lat temu i istniała do września 1983 r. Pełna
nazwa brzmiała "Kontrola Władzy". Na pierwszym koncercie, gdy
konferansjerka ją wymieniła, oderwał się od ściany niepozorny facet w
cywilu i mówi: "Ależ proszę pana. Nie można kontrolować władzy".
To nie chodzi o to, że my kontrolujemy władzę, tylko, że władza nas
kontroluje... "A, to co innego". Zrobiliśmy się sławni. Za jakiś
czas do dyrektora Domu Kultury (bardzo w porządku gość) dzwoni telefon: "Pan ma u siebie zespół Kontrola W. Jak brzmi pełna nazwa?". Ja
wcześniej uprzedziłem, że Kontrola Wrażeń. Całe województwo wie, że to
jest Kontrola Władzy! Panie Darku, mówi on do mnie potem, co ja z nimi mam,
czepiają się, że dach źle naprawiony, flaga źle założona... -
Dom Kultury
wytrzymywał z wami? -
Dyrektor był świetny.
"Ja tu mam taki zespół jazzowy. Trochę głośno grają...". Z
Kontroli W. została nas trójka. I nie było alternatywy: albo się dostaniemy
na studia, albo nas wezmą do wojska i zespół się rozleci. -
Wszyscy się
dostali? -
Ja wiedziałem, że
się dostanę. Tłumaczyłem znajomej dziewczynie: "Zdawaj na studia, co będziesz
tkwiła w tym mieście". "A ja się i tak nie dostanę". Co to
znaczy? Trzydzieści dni nauki po osiem godzin dziennie. I nie ma egzaminu, który
by się nie poddał. Dziewczyny to dziwne istoty, mają parę cech, w których
przewyższają facetów... -
... potrafią sprzątać,
gotować i rodzić dzieci. -
Nieźle je też
wychowują. Ale poza tym, to nie są od myślenia. Faceci mają chorą ambicję
i dzięki niej idą do przodu. Dziewczyny są jej pozbawione. -
Masz dziewczynę? -
Miałem. Zostawiła
mnie przez Jarocin. Dlatego, że się nią tam nie zajmowałem. A ja dla
Jarocina poświęciłem jedne studia – fizykę w Toruniu – i kupę
wysiłku, żeby zdać na drugie, i różne plany... Zabrałem ją tam, żeby nie
siedziała w domu i nie wyobrażała sobie Bóg wie czego. Ale to miał być
czas mój. Dla mnie. -
Nie mogła tego
zrozumieć. -
Dziewczyny nie są
w stanie takich rzeczy rozumieć. Tego, że na pierwszym miejscu może być coś
innego niż one. -
Trudny jesteś? -
Mówię: "Pierwsza jest gitara, zaraz potem ty, następne są studia". I słyszę:
"To śpij z gitarą". (...)
- To był
stan wojenny, Solidarność... Nie - stanu wojennego jeszcze nie było, to było
w 1981 r. I NZS, który wtedy jeszcze istniał, miał do wydania pieniądze, z
którymi musiał coś zrobić. Postanowili więc, że zrobią warsztaty muzyczne.
Znalazła tam się zbieranina całkowicie przypadkowych ludzi. Tam w trójkę po
prostu sobie graliśmy, ale to były właściwie trzy nagrania zrobione "na
poczekaniu" i na poczekaniu zagrane, kompozycje zrobione ad hoc. Jak
zagraliśmy te trzy nagrania to tam się nami zainteresowali. A jak się
zainteresowali to my, w związku z tym, że zobaczyliśmy że ktoś się
interesuje, wywnioskowaliśmy, że coś z tego można zrobić. - To byłeś
Ty, Wojtek Jagielski i Andrzej Zeńczewski [później m.in. Daab i T.Love]? - Tak - Andrzej
grał na gitarze basowej. - On, w odróżnieniu od was dwóch, w ogóle nie pochodził ze Zduńskiej Woli, nieprawdaż? - Tak - Andrzej
był z Warszawy. Poznaliśmy się tam całkiem przypadkiem - wcześniej go nie
znałem. - Ale to wszystko miało miejsce zanim jeszcze w ogóle nazwaliście się Kontrola W? - Oczywiście -
to była całkowicie luźna inicjatywa. Wcześniej istnieliśmy jako inne zespoły,
grające jakieś heavy-metale-srale. - Prawda. Ja wtedy chyba w góry pojechałem, nie powiedziałem gdzie i rzeczywiście Marek nas poszukiwał przez radio. - To był 1982
rok, pierwszy wasz występ w Jarocinie? - Tak. Wysłaliśmy
tam nagrania na zasadzie dowcipu. Wysyłaliśmy tam kasety dwa razy wcześniej
pod innymi nazwami i dwa razy się nie dostaliśmy. I tak byliśmy wkurwieni na
ten Jarocin, że postanowiliśmy, że zrobimy taką muzykę, że wszyscy się
wyrzygają, że wszystkich będzie wykręcało. Jak zrobiliśmy tak, żeby się
wszyscy wyrzygali to się okazało, że to się spodobało. To było całe
zaskoczenie - wysłaliśmy kasetę, w ogóle o tym zapomnieliśmy i sobie
wyjechaliśmy. - Mam pytanie o
ten legendarny artykuł Chrisa Bohna w "New Musical Express", gdzie
zachwycał się wami. To jest w ogóle prawda, czy legenda przez was wytworzona? (...)
(...) Marek Wiernik, "Słowo Powszechne", lipiec 1987.
|